czwartek, 27 marca 2014

Ponadczasowy...

Tak mnie ochota na ten teledysk naszła po obejrzeniu ostatniego odcinka "The Walking Dead", że musiałam :)

sobota, 22 marca 2014

:)

Brakuje mi pisania... Kompletnie nie mam na to czasu (na nic w sumie czasu ostatnio nie mam), ale czuję, że się uwsteczniam i powinnam znowu coś tam skrobać w necie :)
Zobaczymy, czy moja słaba silna wola wystarczy żeby przynajmniej raz w tygodniu coś się pojawiło :)


Piosenka, która mnie ostatnio zachwyciła. Cała płyta przesłuchana, ale "Serce" jest bezapelacyjnie najlepsze :)

poniedziałek, 23 września 2013

"Polały się łzy me czyste, rzęsiste..."

Z dzieciakami bywa przezabawnie. Potrafią rozśmieszyć mnie do łez :)
Scenka pierwsza - klasa 1 szkoły podstawowej:
Chłopczykowi upadła pod stolik kredka, gdy się po nią schylał z jego ust teatralnym szeptem wyrwało się "Jezuuu". Siedząca przed nim koleżanka wstała i zakomunikowała mi: "Proszę pani on wzywa imienia Pana Boga na daremno" - moja mina bezcenna :)
Scenka druga - klasa III gimnazjum:
Musiałam sporządzić listę chętnych na udział w zajęciach pozalekcyjnych. Ku mojemu zdziwieniu zgłosiła się cała klasa (albo mnie lubią, albo kosmici przeprowadzili na nich badania). Pytam najgorszego rozrabiaki, czy jest pewny, że chce w kółku brać udział, na co on nonszalancko oparł się o krzesełko i pewnym siebie tonem rzucił: "Na trójkącik się pani nie zgodzi, więc zostaje mi kółko".
Uwielbiam płakać ze śmiechu :) Muszę tylko przestać robić makijaż do szkoły, albo zainwestować w wodoodporne kosmetyki :)

czwartek, 19 września 2013

This means war...

Człowiek rzucony na głęboką wodę musi nauczyć się pływać zanim utonie. Młody nauczyciel musi nauczyć się żyć w szkole zanim jego psychika całkowicie się nie załamie. Szkoła jest gorsza od dżungli. I nie chodzi mi tu o uczniów - ja młodzież i dzieciaki teoretycznie lubię, więc na tym froncie radzę sobie całkiem nieźle. Ale szybko dowiedziałam się, że współpraca z rodzicami nie jest taka różowa. Średnio ich interesuje co się z dziećmi dzieje, czego potrzebują, co będą robić w szkole. Wcale się nie dziwię, że moja klasa uważana jest za najgorszą, skoro olewają ich nawet rodzice...
Pokój nauczycielski to jeszcze inna bajka - trzeba być bardzo uważnym, żeby odróżnić fałszywy uśmiech od szczerego i pomocną radę od tej, która ma cię w bagno wciągnąć.
Chyba powinnam kupić sobie kombinezon maskujący i zacząć opracowywać plan ewakuacji - tak na wszelki wypadek...

niedziela, 15 września 2013

Suprise... :)

Życie to jednak człowieka zaskoczyć potrafi :) Od jakiegoś czasu nie wyrabiałam fizycznie i psychicznie w pracy - miałam dość wszystkiego. Zarobki poniżej płacy minimalnej, pracujące weekendy, dojazdy, brak wolnego - wszystko to mnie wykańczało i sprawiało, że brakowało mi czasu na to, by zwyczajnie żyć. Ale ten tydzień okazał się przełomowy. Dostałam propozycję wymarzonej pracy. W dodatku na świetnych warunkach.A więc jeszcze tydzień i będę miała czas na wszystko - na spotkanie z przyjaciółmi, na przeczytanie czegoś ciekawego, obejrzenie filmu, zajrzenie na bloga, czy zwykłe pogapienie się w sufit :)))

niedziela, 21 lipca 2013

“I am Dead, but it's not so bad. I've learned to live with it.”

Jak nie wampiry to zombie. Mam wrażenie, że ostatnio co drugi film na jaki trafiam to historia o trupach. Na szczęście nie wszystkie są nudne i patetyczne. Jakiś czas temu pisałam o "Mrocznych cieniach", dzisiaj będzie o o historii miłosnej, która przytrafiła się niejakiemu R. Kim jest R.? To zimny trup. Zombie, którego jedynym zajęciem jest zjadanie ludzi. No i może jeszcze kolekcjonowanie różnych rzeczy w tym dobrych winyli. R. jest głównym bohaterem filmu "Wiecznie żywy". Trudno ów obraz jednoznacznie sklasyfikować. Bo jest to zarówno horror jak i komedia. Można go określić również jako romans. Dla mnie to przede wszystkim film, który bez zbędnego patosu, emanowania przemocą czy nagością potrafi skupić na sobie uwagę. Zombie zakochuje się w dziewczynie, której ojciec jest dowódcą ludzi. Jonathan Levine odwalił kawał dobrej roboty. Sceny przedstawiające rodzące się uczucie są urocze, zabawne i oryginalne. To, co w innych filmach skierowanych do młodzieży jest pokazane w sposób przerysowany, tu jest niezwykle proste. Spojrzenia i gesty zastępują wielkie słowa. Młodzi aktorzy (Hoult i Palmer) grają swoje role więcej niż poprawnie. Jest w nich jakaś świeżość i nieschematyczność. Jeśli dodać do tego przezabawną narrację, którą prowadzi główny bohater, ciekawą muzykę (uwielbiam ambitne kawałki w filmach) i niezłe zdjęcia, to otrzymamy całkiem interesującą propozycję. I to nie tylko dla nastolatków, ale też dla każdego, kto oczekuje od filmu dobrej rozrywki.

czwartek, 20 czerwca 2013

Miłość i magia :)

Ostatnio tylko pracuję i śpię. Na nic więcej nie mam czasu. Ale z czytania nie mogłam zrezygnować. Niestety w pociągu czy autobusie nie potrafię skupić się na lekturze o poważniejszej tematyce czy bardziej skomplikowanej fabule, więc sięgnęłam po dwie pozycje z mojej ulubionej listy zatytułowanej "Szkockie romanse historyczne". Dlaczego dwie? Bo są to powieści Amandy Scott, które tworzą całość. "Uprowadzona" i "Zaginiona" to książki, których akcja toczy się w Szkocji i Anglii za czasów panowania Jakuba i Henryka (tak, tego co miał tyle żon :)). Powieści bardzo przyjemnie mnie zaskoczyły. Są napisane w taki sposób, że ciężko się od nich oderwać. Już sam początek jest intrygujący - zły lord uprowadza swoje małe siostrzenice, by móc  kontrolować ich niemały majątek. Nie ma pojęcia, że nad dziewczynkami czuwa Mały Ludek, czyli wróżka, która jest częstą bohaterką szkockich legend. Życie Molly i Bessie ma tak zaskakujący przebieg, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć co je spotka. Jednego możemy być pewni - szczęśliwego zaskoczenia. Ten rodzaj powieści nie może przecież kończyć się źle. Jednak świadomość pozytywnego rozwiązania fabuły wcale nie odstrasza. Przecież czasami każdy lubi przenieść się w świat bajek, które pełne są miłości i magii, a na każdym kroku z opresji ratuje bohaterkę przystojny książę na białym koniu :) I właśnie tego dostarczają nam powieści Amandy Scott :)